Po rzymsku.

Każdy student prawa, rozpoczynając swoją drogę ku tytułom, obowiązany jest z mniejszym lub większym zaangażowaniem, nauczyć się Prawa rzymskiego.

Co to oznacza dla przeciętnego Jasia, który przecierając swoje edukacyjne ścieżki na uczelni, zmuszony jest z przyczyn sobie nieznanych nagle zagłębić się w karty ksiąg, zapisane niewiele mówiącymi sentencjami? Po co, zapyta ów Jaś, zaprzątać sobie głowę tyloma detalami, sformułowaniami, łacińskimi sentencjami czy określeniami nic nie mówiących instytucji prawa rzymskiego sprzed ponad 2ooo lat?

Faktycznie, można niekiedy podzielić wątpliwoścy owego jegomościa, albowiem na pierwszy rzut oka (nie tylko, także na drugi, czwarty i piąty) przedmiot "Prawo rzymskie" może wydawać się czymś tak odległym, tak...niepotrzebnym. I niekiedy bez znaczenia będzie również pozostawał fakt, iż nasze "dobre prawo cywilne", będące w swoich konstrukcjach opartym na starożytnych figurach prawa rzymskiego, właśnie w nim ma swoje korzenie. Rzeczonego Jasia straszyć i porażać będzie litis contestatio czy to, w jaki sposób żona mogła stawać się agnacyjną córką swojego męża. Następnie, mimo zapewnień ze strony wykładowców, autorów podręczników i kolegów/koleżanek ze starszych roczników, Jaś otworzy Kodeks cywilny i nie znajdzie tam tej całej łaciny...Co więcej, nie znajdzie nawet rozdziału poświęconego władzy męża nad swoją małżonką. W tym momencie nadejdzie srogie rozczarowanie, a uczenie się prawa rzymskiego przypominać będzie mordęgę - wkuć na pamięć, zdać, zapomnieć.

Jednakże, jak się okazuje po chwili (chwila tylko wystarczy, by się o tym przekonać), prawo rzymskie niesie za sobą jeszcze inne wartości. Ucząc się go, możemy nauczyć się nie tylko łacińskich sentencji czy nazw archaicznych, dziś już nie mających zastosowania, konstrukcji prawnych. Przede wszystkim, możemy nauczyć się Prawa przez duże "P".
Czym jest prawo? Cytując Ulpiana...


Ius est ars boni et aequi
Prawo jest sztuką tego, co dobre i słuszne.

Natomiast starożytni rzymianie, budując, tworząc prawo, starali się na każdym kroku po pierwsze określić, co jest dobre (i słuszne), po wtóre ująć to w odpowiednie normy i reguły. Tym samym rzymskie prawo stawało się prawem słuszności, prawem moralnie dobrym i pożytecznym.

Quod honestum non est, id ne utile quidem. Marcus Tullius Cicero
Co nie jest moralnie dobre, nie jest pożyteczne.

Zatem nasz Jaś, student pierwszego roku prawa, przymierzając się do nauki "Prawa rzymskiego" winien najpierw wiedzieć, że umiejętności stosowania samych "suchych" konstrukcji prawnych okraszonych różnymi trudnymi do wymówienia sformułowaniami i słowami, z pewnością nie można nazwać, nawet po 5 latach studiów, umiejętnością stosowania prawa. Prawa pozbawionego elementów etycznych nie można nazwać prawem, albowiem...Ius est ars boni et aequi.

Nowy, nowszy, najnowszy rok.

Nowy, co prawda kolejny, ale jednak wciąż nowy rok się zaczął. Czy coś się zdarzy w ciągu tego roku? Cos nadzwyczajnego, niespotykanego, niesamowitego...? Cos, co pozwoli na tyle ten rok wyróżnić, by potem określać go samymi OCHAMI i ACHAMI?

Planowo tak, i to całkiem sporo. Na horyzoncie mam trochę takich zdarzeń, które będą wprowadzać tyle nowego do mojego skromnego życia, że czasami aż boję się podjąć próby ogarnięcia ich skutków...

Po pierwsze, na Boga, zmieniam stan cywilny! Ten zaś, bądź co bądź poważny aspekt obecnego, to rzecz bardzo ciekawa. Pół swojego dojrzewającego życia, jako swobodnie myślący nastolatek, gonisz za płcią przeciwną, z lepszym lub gorszym skutkiem szukasz swoich miłości, przesiewając ziarno swych poszukiwań przez różnej gęstości sito (o ile w ogóle). Przy wyborach decyzje kluczowe podejmują w Twoim imieniu różne części ciała i myśli, rzadko zaś rozumu. A koniec i tak jest niekiedy zaskakujący...Tak jak w moim przypadku, gdzie przyszła małżonkę znalazłem, poznałem i zdobyłem fuksem na ulicy, z poziomu całkowicie nieznajomych sobie ludzi. I teraz szczęśliwy jestem, a jakże.
Nawet wtedy, gdy przyszła małżonka mnie opieprza za śmieci nie wyrzucone czy inne równie poważne wykroczenia. I tak samo jestem szczęśliwy, gdy Wybranka, dbając chyba o odpowiednie nasłonecznienie mieszkania w zimowe południe, zostawia wszędzie zapalone światło. Do tego stopnia, ze czuje się jak na stadionie Gieksy, tuz obok reflektorów. Ale przez to, że od wieków wiadomo, iż kobiety i mężczyźni nie pochodzą z tych samych światów, temat ten będzie na później. Kiedy indziej.

Po drugie, zacząłem dodatkowe studia, poważne i na poważnie... Trochę to potrwa, ale koniec, o ile szczęśliwie nastąpi, będzie budujący... Jedne studia, a w konsekwencji jeden etap edukacji zakończone, a robić dodatkowo coś trzeba. O ile nie zmierzamy do przodu, to wyłącznie raczkujemy w tył. Stojąc w miejscu nie robimy nic.

Po trzecie, kompletowania mebli do mieszkania i jego wyposażania ciąg dalszy. Czas się pozbyć pozbieranych po rodzinie mebli, wersalek i innych cudów...czas zdobyć jakoś jeszcze jedną szafę, jakiś element wypoczynkowo-rekreacyjny przed TV, a przede wszystkim stół z krzesłami, takimi prawdziwymi. Oprócz w/w rzeczy, zostaje jeszcze 150 innych, większych lub mniejszych zbieraczy kurzu.
Po czwarte to tyle, na razie...